Wynajmuję kawalerkę, a właściciel mieszka w tym samym bloku i ma zapasowy klucz. Rozumiem, że czasem musi wejść, awaria czy przegląd, to normalne. Pierwsze razy uprzedzał, więc nic nie mówiłam. Ostatnio zaczął wchodzić bez zapowiedzi, żeby coś tam sprawdzić. Nic nie ginęło, ale wracałam do domu i widziałam, że rzeczy stoją inaczej, niż je zostawiłam. W końcu powiedziałam mu, że nie życzę sobie wchodzenia bez wcześniejszej informacji. Usłyszałam, że robię dramat i że to jego mieszkanie, więc może je sprawdzać, kiedy chce. Nie lubię awantur, więc odpuściłam. Kilka dni później poprosił o hasło do wifi, bo musi sprawdzić router. Dałam. Potem zobaczyłam, że internet jest używany w godzinach, kiedy mnie nie ma w domu. Zmieniłam hasło i nowego już nie podałam. Zaczepił mnie o to na klatce i powiedział, że utrudniam mu życie. Odpowiedziałam, że jak potrzebuje wejść, to niech napisze, umówimy się na termin, ale nie dam mu ani stałego dostępu do mojej sieci, ani prawa wchodzenia mi do domu, kiedy ma ochotę. Płacę czynsz co miesiąc, nigdy nie spóźniłam się ani dnia. Powiedział, że i tak nikt mnie nie odwiedza, że jestem roszczeniowa i że nie przedłuży mi umowy po terminie. Połowa znajomych mówi, że przesadziłam i że teraz nie mam gdzie mieszkać.
56 głosów
To wszystko, co tu jest.
Dodaj własny albo rozejrzyj się szerzej.