Pięć tygodni temu urodził nam się syn. Moi rodzice jeszcze go nie widzieli i na razie nie zamierzam do tego dopuścić. Poród był ciężki, narzeczona poprosiła, żeby na sali nie było nikogo poza mną. Moja mama miała na ten temat bardzo dużo do powiedzenia. Że urodziła troje dzieci, więc wie lepiej od wszystkich i nauczy ją od początku, jak być matką. Może to nawet z dobrych intencji, tylko że ona narzeczonej nie znosi od pierwszego dnia. Kiedy ogłosiliśmy ciążę na wspólnej kolacji, powiedziała jej przy stole, że nie będzie ostatnią kobietą, z którą jej syn ma dziecko, więc niech dobrze przemyśli, czy chce to urodzić. Po powrocie ze szpitala posypały się wiadomości od całej rodziny, kiedy można przyjechać. Odmawialiśmy wszystkim, narzeczona chciała spokoju. Jej wujek, który wychował ją bardziej niż ojciec, podjechał bez zapowiedzi tylko po to, żeby zostawić pod drzwiami zupę. Wyszła do niego i tak został jedyną osobą z rodziny, która widziała małego. Mama się o tym dowiedziała i wybuchła. Zażądała, żeby natychmiast poznać wnuka. Powiedziałem nie. Narzeczona słyszała tę rozmowę i mówi, żebym odpuścił, bo nie wytrzyma kolejnej afery, niech mama przyjedzie i mamy to z głowy. Ja się nie zgadzam, bo przez sześć lat słuchałem, jak mama się o niej wyraża, i to jest moment, w którym stawiam granicę. Do tego mama do dziś utrzymuje kontakt z moją byłą z liceum, którą traktowała jak córkę, i relacjonuje jej moje życie. Prosiłem, żeby przestała. Narzeczona twierdzi, że jej to nie przeszkadza, ale mnie tak. Mama zdążyła już ustawić przeciwko mnie całą rodzinę. Wszyscy piszą, jakim jestem synem, że odcinam babci wnuka.
59 głosów
To wszystko, co tu jest.
Dodaj własny albo rozejrzyj się szerzej.