Z młodszym bratem mamy urodziny w tym samym miesiącu, cztery dni od siebie. Kiedyś świętowaliśmy osobno, ale od kilku lat u rodziców jest ciężko finansowo i zrobiło się tak, że jest jedno ciasto w dniu urodzin brata i to ma być za oboje. Brat i tak co roku dostawał od mamy prezent. Ja nie dostawałam. Jak byłam młodsza, płakałam z tego powodu. Potem po prostu przestałam czegokolwiek oczekiwać. W tym roku też założyłam, że nic nie będzie, więc umówiłam się ze znajomymi. Wychodzę, a mama pyta, czy się gdzieś wybieram. Mówię, że tak, a ona się wścieka i rzuca, żebym sobie szła. Dotarło do mnie, że chyba jednak coś było planowane, więc powiedziałam, że mogę zostać. Napisałam znajomym, że się spóźnię, bo mam świętowanie w domu. Mama dalej powtarzała, żebym wychodziła. Zapytałam wprost, czy coś przygotowała. Powiedziała, że już nie ma sensu, skoro wybieram znajomych zamiast rodziny. Kupiła dla mnie tort. Wyrzuciła go do kosza przy mnie. Powiedziałam jej, że nie miałam pojęcia, bo od lat nie obchodzimy moich urodzin osobno. Wypomniałam też kilka innych rzeczy z ostatnich lat, między innymi te prezenty dla brata. Pokłóciłyśmy się i wyszłam. Tata ma do mnie żal, brat uważa, że mama nie powinna wyrzucać tortu, ale że włożyła w to wysiłek i powinnam ją zrozumieć. Dodał, że odwołał dla mnie swoje plany i że mogłam uprzedzić, że wychodzę. Nigdy wcześniej nikogo nie obchodziło, kiedy wychodzę. Minęły trzy tygodnie i mama dalej się do mnie nie odzywa. Chyba się to nie zmieni, dopóki nie przeproszę pierwsza.
36 głosów
To wszystko, co tu jest.
Dodaj własny albo rozejrzyj się szerzej.